Przełom października i listopada to dla mnie ostatni moment, żeby się schować przed zimą w ciasny kokon domowego ciepła, bezruchu, wspomnień i spowolnionej refleksji nad mijaniem czasu. W wieczory dymiącej herbaty, grubych skarpet, ściszonej muzyki.
Dla dzieci - inaczej - każdy pogodny dzień jest do wykorzystania, każdy z ostatnich tego roku słonecznych promieni - bezcenny, mimo pierwszego przymrozku, zimowych ubrań i zmarzniętych nosów.
Moi chłopcy wczoraj i dziś - u dziadków, do których zjechaliśmy na Wszystkich Świętych:



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz