Lusia niepodzielnie grała rolę duszy towarzystwa - w mgnieniu okręciła sobie obydwu moich chłopaków wokół paluszka. Aż żal było się zostawać po tym, jak dzieciaki przemierzyły całe stare miasto długim wężem - trzymając się za rączki i mało kiedy puszczając :). Aż wzruszająco było patrzeć na to ich pełne entuzjazmu i serca zaangażowanie w nową znajomość :)
Ale najpierw Lusia:







I Lusia z Rodzinką:



I na koniec - Lusia z dziećmi:







